Mucha Marcin

MARCIN MUCHA - Mistrz Świata w motorowodnej klasie T-550 W  Rokietnicy mieszka od urodzenia. Na co dzień jest uczniem Liceum Językowo- Informatycznego w Poznaniu, a sport to jego prawdziwa pasja. Gra amatorsko w 2 lidze bilarda tworząc trzon najlepszych zawodników rokietnickiej Akademii Bilardowej. Interesuje się większością sportów zespołowych, jednak dyscypliną, która go fascynuje i pochłania bez reszty jest motorowodniactwo.

Przygoda z tym sportem rozpoczęła się zupełnie niewinnie w 2001 r., kiedy to Marcin pojechał na pierwsze zawody.  Wtedy jeszcze nie jako zawodnik, ale obserwator – „choć nie mogłem startować, pomagałem i uczyłem się majsterkować. Ale już wtedy, słysząc ryk silników, obserwując osiąganą przez zawodników z wielką wprawą prędkość, a  przede wszystkim odczuwając niezwykłe emocje towarzyszące ich zmaganiom wiedziałem, że będę się ścigać.  Na przeszkodzie jednak stał mój wiek  - by startować w młodzieżowej klasie JT-250 trzeba było mieć ukończone 12 lat - a potem, w pierwszym roku … decyzja mamy, która bardzo bała się o moje bezpieczeństwo. Do dziś nie wiem jak to się stało, ze gdy po roku, z uporem maniaka drążąc temat, opowiadając o swojej wielkiej pasji związanej ze sportem motorowodnym i chęci spróbowania sił prowadzenia szybkiej łódki na wodzie - nieoczekiwanie dla mnie samego - mama się zgodziła.  To był początek mojej przygody z tym sportem.”

Zapytany o szczegóły związane ze swoją ukochaną dyscypliną opowiada z pasją: - „Generalnie sport motorowodny jest bardzo niebezpieczny. Ze względu na dużą prędkość, którą osiąga się podczas wyścigów, trzeba pamiętać, że nawet najmniejszy błąd może http://cheapfakewatch.com/http://www.paceltd.co.uk/uk-replica-tag-heuer-to-showcase-five-special-edition-watches-at-goodwood-festival-of-speed/http://www.iammulvihill.com/hublot-replica-watches/zakończyć się dla zawodnika poważnym wypadkiem – zetkniecie z wodą jest bowiem dużo gorsze niż np. z asfaltem. I choć udziałowi w każdym wyścigu towarzyszy niezwykła dawka adrenaliny, która często sięga zenitu dostarczając niezapomnianych wrażeń i emocji, trzeba umieć ją poskromić, dopuszczając do głosu przede wszystkim rozum i chłodną kalkulację. Choć dla wielu wydaje się to nieprawdopodobne sport ten wymaga od zawodnika także wiele wysiłku, którego pozornie, podczas obserwacji z trybun,  zwyczajnie nie widać.”

Tajemnica tej dyscypliny sportu ukryta jest przede wszystkim w sprzęcie, który jak mówi Marcin Mucha, w 50% ma wpływ na sukces podczas wyścigu. To on również  jest podstawą istniejącego w tej dyscyplinie podziału na poszczególne klasy – ściśle uzależnione od pojemności silnika łódki i rodzaju jej kadłuba.
Dla każdego zawodnika tym, co daje największą  satysfakcję i rodzaj spełnienia jest oczywiście udział w zawodach i osiągane wyniki. Motorowodniacy zaś najbardziej – jak większość sportowców innych dziedzin, cenią sobie te najwyższej rangi – od Mistrzostw Polski, poprzez Mistrzostwa Europy, na tych najważniejszych – Mistrzostwach  Świata - oczywiście kończąc.

„Do swoich startów, pod trenerskim okiem, przygotowuję się najczęściej w Błażejewku, czasami w Żninie i Chodzieży. Moim największym sukcesem jest ten, osiągnięty  5 września 2010 r. na wodach jeziora Błędno w Zbąszyniu podczas Mistrzostw Świata w klasie T-550, następnie 4 miejsce podczas Mistrzostw Europy w Kijowie w klasie T-400, które udało mi się wywalczyć także w tym roku, 3 miejsce w Mistrzostwach Polski w roku 2008, 1 – w 2009 w Śremie i 2 – także na najważniejszych w naszym kraju zawodach, które zająłem startując w 2010 r. w klasie T-400”.

Zwycięstwo Marcina Muchy na Mistrzostwach Świata w Zbąszyniu 5 września 2010 r., zostało odebrane przez wielu jako spora niespodzianka, tym bardziej, że startując do tej pory w klasie T-400, w tej wyższej T-550, mając za sobą zaledwie pięć tygodni przygotowań, praktycznie debiutował. – „Tego dnia byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, chodziłem uśmiechnięty i zadowolony. Do dziś na wspomnienie tamtych chwil to uczucie mnie nie opuszcza. Zawody nie rozpoczęły się wprawdzie dla mnie pomyślnie. Podczas pierwszego wyścigu, którego nie ukończyłem, dwukrotnie postawiło mi łódkę, potem zgasł silnik i tak naprawdę nie wiedziałem dlaczego. W drugim biegu byłem drugi – aby myśleć  o złotym medalu wiedziałem, że muszę wygrać dwa kolejne. Udało się, choć wraz z moim kolegą z klubu, Michałem Gębiakiem, zgromadziłem tą sama ilość 1100 punktów. Ostatecznie – zgodnie z regulaminem zawodów – o moim zwycięstwie zdecydował wynik uzyskany w najszybszym, trzecim wyścigu”.

Dla Marcina Muchy zdobyty sukces jest jednak przede wszystkim zobowiązaniem. Ale i nadzieją na spełnienie kolejnych sportowych marzeń: o powtórzeniu wyniku w klasie T-550 i o zdobyciu najwyższych laurów w swojej koronnej – T-400 podczas Mistrzostw Europy, bowiem Mistrzostwa Świata, ze względu na małe zainteresowanie zawodników spoza naszego kontynentu, od 2010 r. nie są organizowane. Ważne są także cele i aspiracje osobiste: najpierw o ukończeniu szkoły średniej, potem studiów i założeniu szczęśliwej rodziny.

Powrót

pozycjonowanie plewiska